Od samego początku rozgrywania nowożytnych igrzysk olimpijskich wydawane były znaczki pocztowe, które upamiętniały te wydarzenia sportowe. Cieszyły się one ogromną popularnością wśród kolekcjonerów. Niemniej pierwsze monety olimpijskie pojawiły się znacznie później, bo dopiero z okazji XV Igrzysk Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku – były to druga Olimpiada rozegrane po II wojnie światowej. W 1951 roku Mennica Fińska podjęła bezprecedensową decyzję o emisji pamiątkowych monet o nominale 500 Markkaa.

Na rewersie monety został zaprezentowany stosunkowo prosty projekt z wieńcem olimpijskim i nominałem, zaś na awersie koła olimpijskie, rok olimpiady oraz napis „OLYMPIA XV”. Wybita w srebrze moneta została wprowadzona do powszechnego obiegu i była dostępna dla wszystkich w cenie nominalnej. W przeciwieństwie do późniejszych monet olimpijskich, nie zostały wybite żadne egzemplarze skierowane specjalnie do kolekcjonerów, chociaż i tak większość tych monet została później przez nich przejęta. Emisja monet z 1951 roku miała bardzo niski nakład: tylko 18 500 egzemplarzy.
Kolejne olimpijskie monety pojawiły się dopiero po 12 latach. Tym razem wybiła je Mennica Japońska. Były to dwa srebrne numizmaty o nominale 100 i 1000 jenów. Powstały z okazji letnich igrzysk olimpijskich w Tokio. Podobnie jak na monetach z Helsinek i tutaj projekt monety był prosty i przedstawiał olimpijskie koła. W tym samym roku pojawiły się również monety upamiętniające po raz pierwszy zimowe igrzyska olimpijskie. Odbyły się one w Innsbrucku, w Austrii. Była to srebrna moneta o nominale 50 szylingów. Po raz pierwszy na monecie olimpijskiej pojawił się wtedy również motyw związany ze konkretną dyscypliną sportową: skokami narciarskimi, zaś w tle pojawiły się Alpy.
Trzeba zwrócić uwagę, że z okazji zimowych igrzysk olimpijskich monety pamiątkowe nie były wydawane tak często jak z okazji letnich olimpiad, z których każda po 1964 roku została upamiętniona. Jednak w kolejnych latach liczba emisji zarówno dla letnich jak i zimowych olimpiad gwałtownie wzrastała. Eksplozja nastąpiła w 1972 roku z okazji letnich igrzysk w Monachium. Między 1970 a 1972 rokiem wydano aż 6 różnych projektów i serii monet o nominale 10 marek, co w sumie dało 12 monet w wersji dla kolekcjonerów i wersji obiegowej.
Może się wydawać, że 12 monet z Monachium to już było dużo, ale nic bardziej mylnego. Z okazji Olimpiady w Montrealu kanadyjski program numizmatyczny między 1973 a 1976 rokiem przewidywał aż 28 różnych projektów w siedmiu seriach (każda w innym temacie, począwszy od kanadyjskiego sportu, a skończywszy na olimpijskich pamiątkach). Wszystkie były wybite w srebrze (próby .925), w obu formatach dla kolekcjonerów oraz w wersji obiegowej. Do tego jeszcze należy doliczyć dwie studolarówki. W sumie dało to 58 różnych monet. To byłby tylko początek wielu olimpijskich emisji, które zostały wydane do tej pory.
Na tle tej ogólnej tendencji wyróżniały się letnie zimowe igrzyska olimpijskie w Los Angeles, które miały tylko 6 pamiątkowych emisji. Niemniej Mennica Amerykańska w 1996 roku z okazji olimpiady w Atlancie wydała już serię 32 różnych złotych i srebrnych monet. Wiele z nich na początku było niepopularnych ze względu na wysoką cenę, ale obecnie są uważane za wartościowe ze względu na niską emisję.
Zebranie wszystkich olimpijskich monet w jednym miejscu wydaje się wręcz niemożliwe. Nie tylko ze względu na ich liczbę, ale również wielkość emisji i jej cenę. Na przykład z okazji Olimpiady w Pekinie w 2008 roku jedna z monet została wybita w 29 egzemplarzach – każdy ważył 10 kilogramów i był wykonany z czystego złota, a jego przybliżoną wartość ocenia się na pół miliona dolarów.
Monety olimpijskie to dzisiaj bardzo ważny obszar dla kolekcjonerów. Nie powinno ich zabraknąć w żadnej kolekcji numizmatycznej.